poniedziałek, 5 grudnia 2016

Spotkała mnie przyjemność

... i chcę o niej wspomnieć, bo warto to robić za każdym razem, gdy człowieka spotyka, na dowód tego, że na tym popapranym świecie dobre rzeczy też się zdarzają. Może nawet wcale nie tak rzadko, jakby się mogło wydawać...

Końcem ubiegłego tygodnia zadzwoniłam do lokalnego sklepu z farbami i lakierami z zapytaniem, czy dostanę farbę tablicową. W dużym mieście pewnie można ją dostać w każdym markecie, ale u mnie to wcale nie jest oczywisty produkt. A chciałam wypróbować, bo miałam pomysł.

Pan w słuchawce spytał: "A dużo pani tego trzeba?". Jak najmniej - odpowiedziałam. Bo to po raz pierwszy, na próbę, nie wiem ile wykorzystam i w ogóle droga rzecz... To niech pani przyjdzie, to pani dam. Ale jak to? - spytałam z lekka osłupiała, nie do końca rozumiejąc treść komunikatu, który właśnie usłyszałam... No tak, proszę przyjść, a jak mnie nie będzie, to zostawię na sklepie, to pani sobie odbierze - usłyszałam w odpowiedzi.

Po południu, zgodnie z ustaleniami, poszłam do sklepu. Z niepewnością spytałam o farbę tablicową... A tak, szef zostawił - powiedziała pani i dała mi do ręki zwyczajnie wyglądające, oryginalne opakowanie farby tablicowej, 0,2 l.


Nie wiem dlaczego dostałam je za darmo. Może zostało z inwentaryzacji? Nie będę roztrząsać. W każdym razie to miłe zdarzenie uskrzydliło mnie i opromieniło cały weekend. Dzięki niemu moje weekendowe prace rękodzielnicze sprawiły mi tym większą przyjemność i satysfakcję. Jestem taka wdzięczna, że na pewno coś z rzeczy, nad którymi właśnie pracuję, trafi do tego sklepu:-).


 A jak Wam minął weekend?

niedziela, 27 listopada 2016

Ptyś i Balbinka

Najwyższa już pora, by na blogu przedstawić naszych najmłodszych domowników: to Ptyś i Balbinka, kocie rodzeństwo, które pod nasz dach trafiło końcem października.

"Kocie" to taki skrót od "Kocham cię":-)

Od śmierci Felka wiedzieliśmy, że stan kotów w naszym domu będzie trzeba uzupełnić. Wątpliwości były tylko co do czasu i sposobu w jaki to się stanie. Mąż przeglądał ogłoszenia w sieci i chciał jak najszybciej zakończyć żałobę, biorąc do domu nowego zwierzaka. Ja potrzebowałam więcej czasu i wolałam, żeby zdecydował za nas przypadek: nie chciałam szukać kotka, chciałam, żeby to on znalazł nas. Tak jak Maniek i Felek. Nie chciałam się śpieszyć. Zresztą i tak wypełniony, i nieco zwariowany czas przed Dominiki weselem, nie sprzyjał takim decyzjom.

Jednak w samym środku metamorfozy kuchniojadalni trafił się właśnie taki przypadek, jakiego oczekiwałam - po drodze z pracy, na trawniku przy głównej drodze, natknął się mąż na Luśkę. Nie mogła się tam znaleźć przypadkiem. Ktoś musiał ją tam celowo porzucić. I cóż, że pora i warunki mocno nieodpowiednie? Nie mogliśmy przecież jej tak zostawić. Mąż zapakował do plecaka i przywiózł do domu. Luśka była w marnej kondycji, ale liczyliśmy, że pod dobrą opieką wydobrzeje. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku i kotka, choć słaba, cieszyła nas swoją kocią aktywnością i mruczeniem. Podczas lekarskiej obdukcji okazało się, że ma problem z wypadającym odbytem. Konieczne było założenie specjalnego szwu, a ponieważ to zabieg bardzo bolesny, miał być wykonany w znieczuleniu ogólnym. Korzystając z okazji poprosiłam o pobranie krwi i wykonanie testu na białaczkę, bo niepokoił mnie też jej kaszel...

Bóg stworzył kota, żeby człowiek mógł głaskać tygrysa.
- V. M. Hugo















No i niestety, test wyszedł pozytywny. Ponieważ rokowania dla kotów z białaczką nie są dobre, a choroba ta jest mocno zakaźna, (TU można przeczytać więcej na ten temat) lekarz zasugerował eutanazję... I z ciężkim sercem przystaliśmy na to. Luśka nie została wybudzona po zabiegu. Wciąż w narkozie, została uśpiona. Było nam ogromnie przykro, bo nawet się z nią nie pożegnaliśmy. Poprosiłam o wykonanie tego testu, ale prawdę mówiąc nie wierzyłam, że jest chora. Była z nami tylko 10 dni, ale i tak mocno przeżyliśmy jej odejście. Znowu. W krótkim czasie straciliśmy dwa koty. A sprowadzając do domu chorą Luśkę naraziliśmy na śmiertelne niebezpieczeństwo Mańka. Przez miesiąc żyliśmy w strachu, czy się nie zaraził białaczką. Po miesiącu zrobiliśmy test... I odetchnęliśmy z ulgą - negatywny!

Po tych zdarzeniach miałam dość. Czułam się wyczerpana emocjonalnie. Nawet nie chciałam myśleć o kolejnych kotach. Nigdy!

Ale mąż nie zrezygnował z przeglądania w sieci ogłoszeń. To był jego codzienny rytuał. Zdjęcia kociąt działały rozbrajająco, a fakt, że wszystkie one szukały nowego domu dawał kojące poczucie, jakby każde z nich mogło być nasze...

I pewnego razu, w wyniku całej serii sprzyjających zbiegów okoliczności, dwa kotki z ogłoszenia faktycznie trafiły do nas. Dwa, bo strat, które nas w tym roku dotknęły, nie dałoby się wypełnić jednym. Oba rude jak Felek. Brat i siostra. Siostra nawet dokładnie jak Felek kudłata. Dwie pełne energii i miłości futrzane kulki.

Kto posiada kota, nie musi się obawiać samotności.
- Daniel Defoe

Jeśli kryzys ci zdrowie rujnuje lub zawiodła cię bliska istota, to zrób to, co niewiele kosztuje: weź kota.
Franciszek J.Klimek
Obcując z kotem, człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy.
- Colette






Przez chwilę zła byłam na męża, że mnie niezamierzonym podstępem wmanewrował w przywiezienie tej menażerii. Ale po tygodniu, obserwując z uśmiechem ich dzikie, radosne figle, stwierdziłam, że SUPER, ŻE Z NAMI SĄ:-). Szybko się zaadaptowały do nowych warunków. Wciąż trochę boją się Brendy, bo ona jest naprawdę ogromna z ich perspektywy, ale z Mańkiem bardzo szybko stosunki ułożyły się ciepło i przyjaźnie.

Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego
- Ernest Hemingway
Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?
- Mark Twain

Miłośników kotów zawsze łatwo poznać: Ich ubrania wyglądają zawsze na stare i znoszone, ich prześcieradła wyglądają jak wycieraczki a ich łazienka wygląda jak kolekcja kocich pomyłek.
Eric Gurney




Z ostrożnością, ale bez strachu podchodzą do Dominiki Milki, która nas czasem odwiedza.

Aby człowiek miał dobry charakter potrzebuje psa, który będzie go uwielbiał i kota który będzie go ignorował.
Derek Bruce





Na razie nie robiliśmy kociętom badań w kierunku białaczki. Maniek jest już zaszczepiony, więc jemu nic nie grozi. A maluchy nie wychodzą z domu, więc nikogo nie zarażą, jakby co. Ale wierzę, że są zdrowe. Kipią energią i mają dobry apetyt, ładnie przybierają na wadze. Mam nadzieję, że czarna kocia seria jest już za nami. Oby!

Prawo kształtu: Kot przyjmuje kształt naczynia, w którym się znajduje.
Mylić się jest ludzkie, mruczeć – kocie.
Robert Byrne





PS. Maluchy w domu nie sprawiły, że zapomnieliśmy o Felku. Nie da się o nim zapomnieć, bo to był kot absolutnie wyjątkowy. Okoliczności, w jakich straciliśmy Luśkę też wzciąż nas kłują w serce, na samą myśl o nich. Ale te dwa małe rudzielce wniosły do domu nową radość i cieszymy się z ich obecności ogromnie:-)

czwartek, 24 listopada 2016

Zbliżenie na poduszki

Sprułam trzy nikomu niepotrzebne poszewki na poduszki i zrobiłam trzy nowe, specjalnie do pokoju Dominiki:





Kombinowałam w jaki sposób zrobić zamknięcie... Guziki mi nie pasowały, a wszycie zamka do szydełkowej dzianiny okazało się być poza moimi możliwościami. No to "zaszyłam" brzegi dzierganymi sznureczkami. Bardzo jestem zadowolona z tego rozwiązania: proste, praktyczne i podoba mi się:-).




Szkoda tylko, że z powodu nowych mieszkańców naszego domu (wkrótce ich przedstawię), poduszki na co dzień muszą być schowane. Nie tylko poduszki zresztą. Muszę chować wszystko co dynda, zwisa, odstaje lub może się toczyć. Z parapetów musiały poznikać nawet doniczki z kwiatami, bo również stały się celem niezdrowej ciekawości i niszczycielskich zabaw. Ale to przecież tylko tymczasowo:-).

niedziela, 20 listopada 2016

Pokój Dominiki

... objęliśmy remontem w ostatniej chwili i zupełnie spontanicznie. Podczas generalnych porządków ze zgrozą uznałam, że sam porządek to za mało, by pokój dobrze wyglądał.

Zniszczonej wykładzinie (położonej na fatalnych panelach) nie pomogło pranie, odkurzone ściany wciąż wyglądały buro, a odsłonięta korkowa lamperia, tak przecież trwała, praktyczna i ocieplająca wnętrze, okazała się być zupełnie nieodporna na światło słoneczne i pokryła się nieestetycznymi wyblakłymi plamami w miejscach najbardziej odsłoniętych.

Na dwa tygodnie przed weselem nie było innego wyjścia: pokój musiał przejść bardziej inwazyjną metamorfozę.


Zużyta wykładzina dywanowa trafiła na śmietnik, a jej miejsce zajęła wykładzina PCV w całości zakrywająca kiepskiej jakości panele podłogowe. Wykładzina PCV, popularnie zwana linoleum, jest mało eleganckim rozwiązaniem, ale podoba mi się jej praktyczność. Okazuje się też, że jest mnóstwo naprawdę ładnych wzorów do wyboru. Z powodu braku czasu musieliśmy ten wybór ograniczyć do najłatwiej dostępnych, ale i tak jestem zadowolona z zakupu.


Ściany pomalowaliśmy na neutralny jasny kolor, zastępując nim niewinny róż, z którego Dominika już dawno wyrosła. Najwięcej wątpliwości miałam z korkiem... W końcu jego też postanowiłam przemalować. Farbą akrylową. Dwie warstwy sprawdziły się perfekcyjnie. Korkowa lamperia nadal spełnia swoje funkcje stanowiąc teraz nienarzucające się tło dla innych elementów wystroju.


W naturalnym kolorze zostawiłam tylko jedną ścianę, która jest pokryta korkiem w całości, a przez lata zasłonięta plakatami zdołała oprzeć się zabójczemu wpływowi światła słonecznego:-).


Po tych najtrudniejszych operacjach zostało mi najprzyjemniejsze: dekorowanie:-)


Z pokoju Dominiki zniknęło wielkie biurko. Już jej niepotrzebne. Wjechał za to stary stolik mojej babci, dość mocno nadgryziony zębem czasu, który z pomocą męża odnowiłam: mąż dokładnie wszystko oczyścił, a ja pomalowałam. W moim ulubionym stylu: najpierw lakierobejcą (dwie warstwy), potem farbą akrylową (techniką suchego pędzla), na koniec całość zabezpieczyłam lakierem bezbarwnym. Stolik, wbrew Dominice, przykryłam koronkową serwetą. Dominice bardziej podobał się stolik w wersji soute, ale moim zdaniem kremowa koronka lepiej podkreśla charakter nowego wystroju.


Mocnym akcentem są fuksjowe poduszki, podkładki na parapecie i dywanik. Dominika tak całkiem nie chciała rezygnować z ulubionego różu;-).


Swoje miejsce w Dominiki pokoju znalazł też mój stolik pod laptopa. Stolik robiłam dawno temu z myślą o swoich potrzebach, tymczasem w praktyce okazało się, że stolik bywa potrzebny wszystkim, tylko nie mnie;-).


Zabudowa meblowa została bez zmian.



Na szafie stoją skrzynie i pudła ze szkolnym dobytkiem Dominiki. Kiedyś będzie trzeba to przejrzeć i wyrzucić co niepotrzebne... Pewnie większość. Tymczasem, żeby miejsce na szafie nie wyglądało na zagracone zasłoniłam je różowym tiulem i zastawiłam zdjęciami, które ozdabiały weselne stoły.