czwartek, 17 sierpnia 2017

Czekaliśmy na Oriankę

Miała przyjść na świat dopiero końcem października, ale wszystko już było przygotowane na Jej przybycie. Łóżeczko, różowe śpioszki z Hello Kitty, półeczki z książeczkami i pierwszymi przytulankami... Końcem sierpnia planowane było przyjęcie baby shower, a potem sesja brzuszkowa.


Ale życie, jak zwykle, ma w dalekim poważaniu ludzkie plany i toczy się własnymi torami. Tydzień temu, o 2,5 miesiąca za wcześnie, w dramatycznych okolicznościach, przyszedł na świat ON...

Mój wnuk - Florian.

Maleńki, 730 g, ale dzielny. Od początku oddycha bez pomocy respiratora. Wiadomości o Jego stanie raz są trochę lepsze, a raz trochę gorsze. Od poniedziałku głównie lepsze, co daje nam nadzieję. Ale dla Niego i lekarzy to dopiero początek walki. My możemy tylko czekać i ufać, że zmieścimy się w pomyślnej statystyce.


PS. Mama-Dominika jest już w domu i czuje się dobrze. Na tyle, na ile można dobrze się czuć w takiej sytuacji. Robi co może, by zwiększyć Floriana szanse. Tata-Rafał również.

Jesteśmy dobrej myśli.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Wielkie kłamstewka

Zewsząd dochodziły do mnie same pozytywne komentarze na temat tego serialu i już od dawna byłam go ciekawa. Wreszcie tydzień temu obejrzałam.


Może to dlatego, że w jeden dzień obejrzałam wszystkie 7 odcinków... Może to kwestia mojego nastawienia... Samopoczucia, albo pogody... Różne przecież rzeczy dookoła mogą wpływać na wrażenia:-). Ale wiecie co? To był najlepszy serial, jaki oglądałam w ostatnich latach! Wszelkie zachwyty są jak najbardziej uzasadnione! Cały tydzień chodziłam z głową pełną tej historii. Wyczytałam w internecie wszystkie informacje, komentarze i opinie na temat tej produkcji, jakie udało mi się znaleźć. Ściągnęłam sobie na telefon ścieżkę dźwiękową i słucham w kółko. Planuję przeczytać książkę o ile będzie dostępna w bibliotece. A wczoraj znów włączyłam sobie pierwszy i ostatni odcinek.

Wymiata!

Pierwsze co wzbudza zainteresowanie, to obsada. Słyszałam, że gwiazdorska, ale takie nagromadzenie znanych kobiecych nazwisk w głównych rolach przyprawia o zawrót głowy: Reese Whiterspoon, Nicole Kidman (która w swoich ostatnich filmach wybitnie działała mi na nerwy, a tym razem trafiła w rolę genialnie), Shailene Woodley (znana z serii o Niezgodnej), Laura Dern, a na deser, w jednej z głównych ról męskich - piękny i zabójczo seksowny, były wampir (Czysta krew), Alexander Skarsgard...

W czołówce prócz obsady przykuwa uwagę muzyka. Oraz zdjęcia. Krajobrazy naprawdę magiczne, nie można oderwać wzroku. Cudowne miejsce do życia! A gdy zaczyna się właściwa akcja robi się jeszcze bardziej wciągająco, bo zaczyna się od śmierci. Policja ujawnia rozległe obrażenia ofiary i wskazuje na morderstwo. Nie wiadomo, kto zginął, ani kto jest podejrzany. Przesłuchiwani świadkowie, wśród których z pewnością jest też sprawca, kreślą obraz zdarzeń, które mogły być przyczyną tragedii, dzieląc się swoimi własnymi podejrzeniami, wynikającymi z uprzedzeń i niechęci. Z ich zeznań wyłania się obraz wcale nie tak sielankowy, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało, a widzowie z każdym kolejnym odcinkiem odkrywają kolejne tajemnice pozornie szczęśliwych i perfekcyjnych mieszkańców Monterey.

To nie jest kolejna odsłona Gotowych na wszystko, choć jest tu podobny klimat - intrygi, rywalizacja, układy. Wielkie kłamstewka co coś więcej. Prócz doskonałego aktorstwa (nie tylko głównych postaci!), scenografii i muzyki, to jest po prostu piekielnie dobra historia o... Albo nie, nie powiem, bo może za dużo bym zdradziła:-). Jeśli ktosia jeszcze nie oglądała (zazdroszczę! Chciałabym móc jeszcze raz zobaczyć ten serial po raz pierwszy), to bardzo, BARDZO polecam:-).

niedziela, 23 lipca 2017

Sabina i Sebastian

Do trzech razy sztuka, napisałam Pani Sabinie, gdy po raz drugi sytuacja zmusiła nas do przełożenia sesji narzeczeńskiej. Za pierwszym razem plany pokrzyżowała nam pogoda (kto by pomyślał, że maj będzie taki fatalny pod względem aury???), potem zaatakował wirus... Ale faktycznie za trzecim razem wreszcie wszystko zgrało się jak trzeba. I była to już ostatnia chwila, ostatni weekend przed ślubem:-).

Zdjęcia robiłam na Skansenie w Kolbuszowej, ulubiona sceneria do takich fotografii:-).
































Sabinie i Sebastianowi serdecznie dziękuję, byliście fantastyczni, praca z Wami była dla mnie czystą przyjemnością:-).

wtorek, 18 lipca 2017

Najstarsza Starowinka

...czyli Tygrysia trafiła do naszego obejścia kilka miesięcy po Brendzi, latem 2005 roku. Mama przyniosła ją od koleżanki. W tamtym czasie nie byłam szczególną miłośniczką kotów z powodu alergii, która mocno dawała mi się we znaki. Bliski kontakt z kocią sierścią niezawodnie skutkował swędzeniem w nosie, gardle i uszach oraz dzikim atakiem kichania i kataru. Typowo. Gdy dwa lata później Mama wzięła dla Tygryski towarzyszkę - Fredzię - wcale nie było mi lepiej. Ale kotki, jak to kotki - były tak urocze, że i tak przy każdej sposobności obdarzałam je pieszczotami. Jednakże to były Mamine kotki. Najwierniejsze towarzyszki Jej trosk, radości, złości i smuteczków. W ciągu tych lat wiele ze sobą przeżyły. Niejeden raz zostały przez Mamę opłakane i pożegnane, gdy zdarzyło im się zniknąć na dłużej. A później wypieszczone i wygłaskane, gdy jednak wracały. Bo zawsze wracały. To z ich powodu zapomniałam, jak groźna może być nasza ulica i przypomniała mi o tym dopiero śmierć Felka....

Gdy odeszła Brendzia moja Mama powiedziała, że teraz kolej na Tygryskę. A potem Fredzię. Bo to było najstarsze pokolenie w naszej zagrodzie. Ale Mama się pomyliła. Niespodziewanie, niespełna miesiąc po Brendzi, odeszła młodsza Fredzia. Nie wiemy co się stało. Po prostu pewnego ranka znaleźliśmy ją na podłodze w domu martwą. Kilka dni temu zaś przyszło nam pożegnać Tygryskę. W przeciągu niespełna czterech miesięcy straciliśmy całe najstarsze pokolenie zwierząt. Jak mogło się tak fatalnie poukładać?

Nie mam zdjęć Fredzi. Ale ostatnio, przy okazji fotografowania Balbinki i Giny, zrobiłam kilka fotek Tygrysi. "Najstarsza Starowinka" - tak właśnie sobie zaplanowałam, że wspomnę o niej na blogu. Nie spodziewałam się tylko, że będą to pośmiertne wspomnienia...




A tak Tygrysia wyglądała w pierwszych dniach w swoim nowym domu, lato 2005 r.:


Kilkanaście wspólnych lat... Ich całe życie. Strasznie szybko zleciało.